Im dalej, tym lepiej, czyli ekojazda.
To moje drugie podejście do tematu (poprzednią pracę trafił szlag), więc będzie na pewno krócej, niż w pierwotnej wersji, ale może też lepiej? Więc bez zbędnych wstępów przejdę do... wstępu.
EKO... CO?
No właśnie, skąd ta nazwa? Podświadomie każdy czuje, co to znaczy jeździć eko. Dojeżdżam do celu, sprawdzam komputer, widzę średnie spalanie 6,5 litra na 100 km i myślę: "ale jestem eko." Ale eko... co?
EKOLOGIA.
Zacznę od ekologii, bo tu sprawa jest trochę bardziej skomplikowana, niż w przypadku drugiego "eko". Mówiąc krótko - ekologia to nie jest ochrona środowiska. Czym więc jest? Ekologia to nauka o ekosystemach. Nie wdając się w szczegóły - o tym, jak łąka wpływa na jeża, las na sarnę, ale też jak sarna wpływa na dzika, a dzik na jeża. Wraz z rozwojem cywilizacji do tej całej układanki doszedł człowiek, zamiast łąki powstała autostrada, więc ekologia musi się zajmować także tym. Jako że coraz więcej uwagi poświęca się na badanie wpływu człowieka na przyrodę, coraz częściej - mylnie - uznaje się, że coś ekologicznego, to coś co na środowisko działa korzystnie. Ekologia bada zależności, przenikanie, oddziaływanie, zarówno to dobre i złe. Ochrona środowiska czerpie garściami z ekologii, bo jak dbać o środowisko nie znając istniejących w nim zależności?
Ekologia to nauka, a nauka to wiedza. To, co nas interesuje w kontekście prowadzenia auta to świadomość, jak nasze zachowanie za kółkiem wpływa na otaczające nas środowisko. Środowisko sarenek w lesie, jeży na osiedlowych trawnikach, ale też na powietrze i... życie sąsiada. Tak, człowiek też tworzy ekosystem.
DRUGIE EKO. EKONOMIA.
Tu będzie łatwiej (i krócej), bo większość podświadomie wie, co to jest takiego, nawet nie znając definicji. Ja tylko powiem jak ekonomię widzieli starożytni Grecy. Tu posłużę się Wikipedią: "efektywne zasady funkcjonowania gospodarstwa domowego." Efektywne, czyli maksymalne efekty przy minimalnym wysiłku. Tu na pewno wielu już poczuło "o co kaman".
Dobra, pora przejść do rzeczy, bo jeszcze się okaże, że najdłuższą częścią tego wpisu będzie wstęp...
EKOLOGIA + EKONOMIA = X
Przypomniały się czasy podstawówki, co? "Ile wynosi x jeśli dodasz a do b?" Ustaliliśmy, że ekologia to nie to samo, co ochrona środowiska, więc ekojazda to raczej jazda ekonomiczna. Ale przecież pieniądze to nie wszystko, poza tym jazda ekonomiczna jest też jazdą przyjazną dla środowiska (na tyle, na ile spalanie przetworzonej ropy naftowej może być przyjazne naturze), więc czemu nie upiec dwóch pieczeni na jednym ogniu? Jazda, która pozwoli zaoszczędzić kilka złotych i jednocześnie nie zaczadzi sarenki (tak od razu) jest po prostu mądra. Zatem...
...X = MĄDROŚĆ.
Tu powinien zacząć się rozbudowany poradnik o biegach, obrotach silnika, maksymalnej mocy, momencie obrotowym itp. Każde z tych zagadnień fachowo opisane, wykresy, przykłady... Dajmy sobie spokój. Ekojazda jest prostsza. O wiele.
W zasadzie to ekojazda jest banalna. Mogę nieskromnie stwierdzić, że "umiem w ekojazdę." Przy odrobinie dobrej woli, bo wysiłkiem bym tego nie nazwał, można oszczędzić, w zależności od auta, pojemności silnika, od kilku do kilkunastu złotych na 100 km, zakładając przedwirusowe ceny paliw (5 zł za litr).
Nie potrzeba żadnych szkół jazdy, żadnych podręczników, kalkulatorów, symulatorów. Ja nauczyłem się jej sam.
Miałem kiedyś turbodiesla, pojemność 1.9, 130 KM. Kupiłem go właśnie dlatego, że mało palił i "fajnie" jeździł. W zależności od rodzaju jazdy było to 5-6 litrów na 100 km. Nie zwracałem większej uwagi na to, to i tak były "fajne" liczby.
Pewnego dnia, a raczej wieczora, musiałem wracać do domu. Było koło 23:00, do przejechania jakieś 80 km. Podczas manewrów na posesji zauważyłem coś dziwnego... Jakoś ciemno z tyłu. Okazało się, że zdechły światła "stop". Niestety wracać musiałem. Już późno, ruch znikomy, decyzja - jadę. Szybko przemyślałem trasę tak, żeby jak najmniej hamować, a w razie potrzeby hamowania - włączałem tylne przeciwmgielne. Udało się. Całą trasę prawie nie użyłem hamulca (w sumie może 10 razy), hamowałem głównie silnikiem, nie zbliżałem się do aut przede mną, żeby nie hamować. Jazda była dość stresująca, ciągła analiza sytuacji na drodze. Mimo małego ruchu dojechałem do domu mocno wyczerpany, głównie psychicznie. Gdy kolejnego dnia wsiadłem za kółko kasując licznik zwróciłem uwagę na coś "dziwnego" - średnie spalanie z tej powrotnej trasy. 3.9 litra.
Właściwie tu mógłbym zakończyć cały wpis. Każdy pewnie się domyśla na czym polega ekojazda. Ale podsumuję w punktach.
EKOJAZDA - CO KONKRETNIE ROBIĆ
...by zaoszczędzić kilka złotych i nie dobijać planety?
1. Najważniejszy punkt - nie hamuj. Wydaje się, że jazda ekonomiczna, to jazda powolna. Nie do końca. Tu kłania się fizyka, a konkretnie zasada zachowania energii oraz zasada zachowania pędu. Generalnie - wciskamy gaz, więc spalamy paliwo, by wytworzyć energię w silniku, która z kolei przekształcona będzie w energię kinetyczną - wprawi koła w ruch. Ta energia jest w naturalny sposób wytracana - opór powietrza oraz tarcie, na to nie mamy wpływu. Jeśli wciskasz hamulec, paliwo, które zostało zużyte na rozpędzenie auta, teraz tracisz na zmniejszenie prędkości, a więc na ciepło. Na to masz wpływ. Hamulec to największe marnotrawstwo energii.
2. Utrzymuj dystans od jadących przed Tobą. To najlepszy sposób na to, by móc mało hamować. Wszystko oczywiście zależy od sytuacji drogowej, trasy, również innych kierowców, ale nawet w ruchu miejskim da się utrzymywać dystans. Na początku trzeba to kontrolować, z czasem zmienia się to w nawyk i jadąc za blisko czujesz, że "coś nie gra". Trudno tu jednoznacznie mówić o konkretnych odległościach, jednak z doświadczenia widzę, że "niemieckie" zalecenia trzeba pomnożyć razy dwa. Mówią one, że minimalna bezpieczna odległość od auta przed Tobą to połowa prędkości, zatem moje zalecenie - taka odległość jaka prędkość: 50 km/h, 50 m separacji itd.
3. Jedź po swojemu. To wynika niejako z punktu poprzedniego - utrzymując dystans nie musisz zawsze reagować na manewry kierowcy przed Tobą. Gdy on hamuje i np. skręca, Ty masz czas, żeby... nic nie robić. Dystans się zmniejszy, puścisz gaz, opór powierza i silnika zrobią wszystko za Ciebie. Nie staraj się trzymać kogoś, kto może chce jechać szybciej. Może ma inne zawieszenie i może szybciej wejść w zakręt? Może ma takie samo auto, ale lepsze/gorsze opony? Może właśnie popisuje się przed dziewczyną? Jedź z taką prędkością, z jaką czujesz się komfortowo. Tylko tak możesz jechać rozsądnie i bezpiecznie.
4. Hamuj silnikiem. Wspomniany powyżej opór silnika to najlepszy przyjaciel sknery drogowej. Bez wchodzenia w szczegóły - gdy wciskasz gaz - silnik napędza koła. Gdy puścisz gaz - koła napędzają silnik. Hamuj redukując biegi, szczególnie na krętej drodze. Hamowanie na zakrętach jest dodatkowo niebezpieczne, ale o tym innym razem.
5. Nie śpiesz się. Ja rozumiem, że fajnie jest jeździć szybko, fajnie jest "depnąć". Ale to kosztuje realne pieniądze. Jeśli zależy Ci na "eko", odpuść. Wiele czasu nie stracisz. Z mojego doświadczenia - na trasie 70 km "żółtą" drogą krajową (czyli typowa jazda podmiejska) różnica wynosi około 4-6 minut. Żeby była jasność - nie namawiam do jazdy ślamazarnej. Podczas mojego nocnego powrotu bez świateł nie jechałem powoli. Jechałem z naciskiem na technikę, a nie na szybkość. Pośpiech sprawia, że jedziemy zbyt blisko, bez sensu przyspieszając, potem hamując itd., czyli książkowe zaprzeczenie nie tylko jazdy eko, ale także bezpieczeństwa.
6. Duperele, o których się nie myśli, a wpływają na spalanie:
- ciśnienie w oponach - zbyt niskiej zwiększa opór toczenia (tarcie).
- otwarte okna - serio. Otwarte okna zaburzają przepływ powietrza, wpada oni do wnętrza auta i hamuje go. Według niektórych są to straty większe, niż użycie klimatyzacji.
- klimatyzacja - nie namawiam do nieużywania "klimy", sam używam bardzo często. Ale trzeba wiedzieć, że "żre" paliwo, ale i tak lepiej to, niż wiatr we włosach przez otwarte okna.
- zbędne rzeczy w aucie - znajdź chwilę i zostaw łańcuchy śniegowe w garażu, już maj. Czasem masa zbędnych rzeczy może wynieść kilkadziesiąt kilogramów. Łańcuchy, płyny do spryskiwacza, odmrażacze, kosmetyki używane raz na miesiąc itp. Niby nic, ale jednak...
IM DALEJ, TYM LEPIEJ.
Tak można podsumować cały ten ecodriving. Im dalej będziesz jechał(a) od auta przed Tobą, tym dalej zajedziesz. Bak nie opustoszeje tak szybko, trochę kasy zostanie w kieszeni. Twoje klocki hamulcowe i tarcze nie zużyją się tak szybko, opony wytrzymają dłużej.
Ciąg dalszy nastąpi...
KM

Komentarze
Prześlij komentarz